logo
Projekty
2012-10-22

Warsztaty Teatralne

„Scenariusz „Antygona””

Warsztaty teatru szkolnego dla młodzieży

„ANTYGONA” SOFOKLESA

Osoby dramatu:

ANTYGONA córka Edypa i Jokasty

ISMENA  siostra Antygony

KREON władca Teb

EURYDYKA żona Kreona

HAIMON syn Kreona i Eurydyki

TYREZJASZ  ślepy wróżbita

STRAŻNIK

CHÓR tebańskich starców :

Przewodnik chóru

Starzec 1

Starzec 2










Rzecz dzieje się przed pałacem królewskim w Tebach.

● MUZYKA: Dead Can Dance „Yulunga” – około 2 minuty

[Na scenę wchodzi chór w maskach, w rękach trzymają zapalone świece].

●MUZYKA cichnie

ANTYGONA [Wchodzi na scenę z Ismeną. Jest zdenerwowana].

Ismeno, moja siostro droga. Czy znasz któreś z nieszczęść Edypa,

jakiego by Zeus nie zesłał na nas jeszcze?

Bo nie ma smutku, cierpienia, nikczemności

i poniżenia, które naszej niedoli

nie ominęły. A teraz znów rozkaz

wodza ogłoszony przed chwila

w mieście. Wiesz coś o tym, słyszałaś?

Czy nie podejrzewasz, że przeciwko

naszym ukochanym wróg swój cios szykuje?

ISMENA

Do mnie przynajmniej, Antygono

o ukochanych żadna wieść nie doszła, ani miła,

ani smutna, od dnia, gdy straciłyśmy naszych

braci w śmiertelnym pojedynku.

ANTYGONA

Tak przypuszczałam, dlatego z pałacu

cię wywołałam, żebyś usłyszała sama.

ISMENA

Co sie stało? Widzę, że cos cie trapi w głębi duszy.

ANTYGONA

Bo Kreon jednego z naszych poległych braci

uczcił pogrzebem, drugiemu odmówił grobu.

Obwieścił też mieszkańcom, aby nieszczęsnych

zwłok Polinika nikt nie grzebał, ani nikt

nie opłakiwał. Nie opłakiwane i bez grobu

mają być łatwym pokarmem dla żarłocznych

 i nienasyconych ptaków drapieżnych.

Pomyśl, czy poprzesz mnie i podzielisz ryzyko ze mną.

ISMENA

Do czego zmierzasz?

ANTYGONA

Żebyś wraz ze mna pochowała zwłoki.

ISMENA

Naprawdę zamierzasz to zrobić wbrew zakazowi?

ANTYGONA

Nie ma on prawa powinności mi wzbraniać.

ISMENA

Biada, pomyśl siostro, jak nasz ojciec

zginął znienawidzony i zhańbiony.

Oczy sobie wykłuł własna ręka,

a potem matka i żona  – w jednej osobie-

skńczyła życie wieszając się

na splecionym sznurze. Trzeci cios –

śmierć obydwu nieszczęsnych braci,

co się wzajemnie w jednym dniu zabili.

A teraz my,  zważ, pozostałe przy życiu,

zginiemy marnie, jeżeli wbrew prawu

złamiemy wolę i rozkaz władcy.

ANTYGONA

Ja ci nie każę, nawet gdybyś chciała

teraz mi pomóc, nie byłoby to miłe.

Rób jak uważasz, a brata,  ja sama

pogrzebię. Potem szczęśliwa niech umrę.

ISMENA

O ty nieszczęsna! Jakże się boję o ciebie.

Więc idź, jeśli jesteś tego pewna. Musisz jednak wiedzieć,

żeś nierozważna, choć prawdziwie kochasz swoich bliskich.

[Odchodzą, wchodzi chór].

MUZYKA w tle

Dead Can Dance – „Bylar ” [około 45 sekund – powtarzalne]

CHÓR 

Przewodnik CHÓRU

O promieniu słońca, coś zabłysnął

nad siedmioma bramami Teb,

najpiękniejszy z dotychczasowych

wreszcie się ukazałeś,

Starzec 1

Choć pod naszymi domami stało

wojsko wroga i śmiercionośnymi

włóczniami otwierało

siedmiobrame gardziele,

uciekło, zanim nasyciło się

naszą krwią

Starzec 2

Siedmiu wodzów strzegło siedmiu bram.

Równi z równymi. Zeusowi w świątyniach

składano w ofierze spiżową broń

pokonanych. Prócz tych nieszczęsnych braci-

z ojca jednego i matki jednej.

Tam obaj włócznią zwyciężyli, majac swój udział we wspólnej śmierci.

Przewodnik CHÓRU

Oto nadchodzi nowy król,

Kreon, syn Menikeosa.

Jakie plany rozważa skrycie,

że nagle jednym rozkazem

wezwał radę starców?

● MUZYKA cichnie

KREON [Wchodzi na scenę].

Ja to państwo umocnię,

wydałem rozkaz mieszkańcom w sprawie synów Edypa:

aby Eteoklesa, który w obronie tego miasta

bohatersko poległ, w grobie pochować.

Brata zaś jego, to jest Polinika,

który wróciwszy z wygnania,

chciał ogniem pożogi zniszczyć

doszczętnie ziemię ojczystą i bogów,

rozkazałem, aby nikt nie ważył się pochować

ani płakać nad nim. Taka moja wola.

Przewodnik CHÓRU

Kreonie.

Jako władca, tak myślę,możesz ustanawiać

prawa nad zmarłymi i żywymi.

KREON

Bądźcie więc teraz strażnikami moich rozkazów [mówi do publiczności]

STRAŻNIK [wbiega na scenę zdyszany; mówi ze strachem]

KREON

Cóż takiego budzi w tobie trwogę?

STRAŻNIK

Trupa  ktoś przed chwilą pogrzebał skrycie.

Ciało przysypał piaskiem,

uczcił należycie i zniknął.

KREON

Co mówisz? Kto z ludzi na to się odważył?

STRAŻNIK

Nie wiem. Przestępca umknął, nie zostawiając śladu.

Przewodnik CHÓRU

Panie, czy aby w tym czynie bogowie nie brali udziału?

KREON

Milcz! Zapamiętaj sobie, jeśli sprawcy

tego czynu  nie schwytacie i nie postawicie

przed moje oczy, zwykła śmierć

nie będzie dla was dostateczną karą.

Brudne pieniądze częściej do zguby

prowadzą niż do szczęścia.

[Wychodzi w pośpiechu]

STRAŻNIK [Wybiega zdenerwowany ze sceny].

● MUZYKA w tle:

CHÓR

Przewodnik CHÓRU

Wiele jest mocy,

lecz nie ma większej nad człowieka.

Starzec 1

Wybudował domy,

schronił się w nich

przed dokuczliwym

mrozem i deszczem.

Starzec 2

Wynalazł leki na choroby.

Na wszystko znajdzie

radę, nawet na to,

co przyszłe wieki mu zgotują.

Starzec 1

Tylko przed śmiercią

nie może uciec.

● MUZYKA głośniej, po chwili cichnie.

Przewodnik CHÓRU

Z wahaniem kieruję swą myśl

w stronę dziwnego widoku. Antygona?

Czyżbyś sprzeciwiła się rozkazom króla

i schwytano cię na jakimś szaleństwie?

[Wchodzi strażnik, prowadząc Antygonę].

STRAŻNIK

Oto i ona, sprawczyni przestępstwa.

Ale gdzie Kreon?

KREON [Wchodzi na scenę].

Cóż to?

STRAŻNIK

Oto przyprowadziłem dziewczynę,

którą schwytano, gdy grób sypała.

KREON

Złapaliście ją więc na gorącym uczynku?

STRAŻNIK

Płakała boleśnie, patrząc na nagiego trupa.

Przyniosła w rękach suchy piasek,

po czym podnosząc wysoko miedziany dzban,

z czcią na ciało trzykrotnie wylała.

My zaś to widzą, wyskoczyliśmy ku niej,

złapaliśmy, a ona wcale się nie zlękła.

Nie zaprzeczyła ani temu,

ani wcześniejszym czynom.

KREON

[Do Antygony]

Przyznajesz się, czy zaprzeczasz winie?

ANTYGONA

Zrobiłam to. Wcale nie przeczę.

KREON [do Strażnika]

Ty możesz iść!

[Strażnik odchodzi]

[do Antygony]

Znałaś mój rozkaz?

ANTYGONA

Znałam. Wszystkim był znany.

KREON

Śmiałaś więc złamać prawo?

ANTYGONA

Tak..

Nie pogrzebać brata,

urodzonego z jednej matki, to straszny ból.

A jeśli teraz mój czyn wydaje ci się głupi,

niechaj dla głupiego będę głupią.

KREON  [Na stronie]

Kto służy u innych,

nie powinien być mądrzejszy od nich.

Sromotna kara jej nie ominie,

ani jej siostry.

ANTYGONA

Czego chcesz jeszcze? Złapałeś i możesz zabić!

KREON

Tylko ty jedna tak widzisz?

ANTYGONA

I inni tak widzą, lecz zamknęli usta.

To nie żaden wstyd swych braci uczcić!

KREON

A ten, co poległ jako przeciwnik, nie był bratem?

ANTYGONA

Bratem. Z jednego ojca i jednej matki.

KREON

Czemu więc czcisz tego, co podważa godność drugiego?

ANTYGONA

Nie zgodziłby się z tym zabity brat.

KREON

Ale dobry nie jest równy złemu, żeby tak samo go czczono.

Wróg nawet i po śmierci nie będzie przyjacielem.

ANTYGONA

Nie przyszłam na świat, by współnienawidzić, lecz współkochać.

KREON

Jeśli chcesz kochać, kochaj tych w Hadesie.

Dopóki ja żyję, kobieta nie będzie rządziła.

[Wchodzi  Ismena]

KREON

A ty jak żmija w moim domu skulona

podstępnie ssałaś moją krew.

Mów, czy brałaś też udział

w tym pogrzebaniu, czy wyprzesz się winy?

ISMENA

Ja też brałam udział, jeśli potwierdzi to siostra.

Jestem współwinna.

ANTYGONA

Hades i zmarli wiedzą, czyj to był czyn.

ISMENA

Siostro, naprawdę nie wzbraniaj mi umrzeć

z tobą i godnie pogrzebać zmarłego.

ANTYGONA

Nie umrzesz ze mną i nie przywłaszczaj,

co nie twoje. Wystarczy moja śmierć.

ISMENA

O, ja nieszczęsna! Nie mam więc dzielić twego losu?

ANTYGONA

Ty wybrałaś życie, ja – śmierć.

KREON

Te dwie dziewczyny straciły rozum,

jedna przed chwilą, druga od urodzenia.

ISMENA

Chcesz więc zabić narzeczoną swego syna?

KREON

Inne też mają pola pod zasiew. Nienawidzę złych kobiet dla synów.

● MUZYKA w tle:

CHÓR

PrzewodnikCHÓRU

Jak widać, wyrok już zapadł na jej życie.

[Straż odprowadza do pałącu Antygonę i Ismenę]

Starzec 1

Szczęśliwi ci, którzy w życiu goryczy

nie doznali.

Starzec 2

Gdzie raz bogowie

od posad wstrząsnęli domem, tam żadne

nieszczęście nie ominie kilku pokoleń.

Starzec 1

Nadzieja złudna – jednym

przynosi korzyści, innych oszukuje

nierealnymi pragnieniami.

Przewodnik CHÓRU

Lecz otóż Haimon,

ostatnia latorośl rodu

● MUZYKA  głośniej:

[Wchodzi HAIMON.]

● MUZYKA cichnie

KREON [wchodzi]

Synu! Chyba nie przychodzisz z gniewem do ojca

wskutek wyroku na twoją wybraną?

Ją z całego miasta przychwyciłem

jawnie na nieposłuszeństwie. Nie  mogę

kłamcą być w oczach wszystkich.

Więc ją stracę.

Kogo lud wybrał władcą, temu trzeba być

posłusznym w drobnych i słusznych,

a nawet spornych sprawach.

HAIMON

Miasto żałuje tej dziewczyny.

Musi zginąć za czyn tak szlachetny

Za to, że bratu poległemu w walce

nie pozwoliła, by leżał nie pogrzebany.

CHÓR

Przewodnik CHÓRU

Królu – posłuchaj go. A ty znów ojca. Bo obu słowa są mądre.

KREON

To więc ja, w tym wieku, uczyć się mam rozumu

od  człowieka  o wiele młodszego?

HAIMON

Nie patrz na wiek, lecz na moje czyny.

KREON

Czy to dobry czyn czcić buntowników?

HAIMON

Nie śmiem nakłaniać nikogo, żeby szanował złych ludzi.

KREON

To nieprawość strzec godności mej władzy?

HAIMON

Nie szanujesz jej, skoro depczesz wolę bogów.

KREON

Łajdak! Na służbie kobiety!

HAIMON

Tak, ale nie w służbie haniebnych czynów.

KREON

Cała twoja mowa jej sprawy tu broni!

HAIMON

I twojej, i  mojej, i podziemnych bogów.

KREON

Nigdy jej żywej  nie poślubisz.

HAIMON

Zginie! Swoją śmiercią jeszcze kogoś zgubi.

KREON

Co, na mnie teraz z groźbami, zuchwalcze?

HAIMON

Mówić chcesz  tylko,  mówić, a wcale nie słuchać?

KREON

Przyprowadźcie tę wstrętną kobietę,

niech tu zaraz, na oczach kochanka, zginie.

HAIMON

Na pewni nie umrze przy mnie! Nie marz o tym! Raczej ty nie ujrzysz

mnie na oczy już więcej, skoro szalejąc

w gniewie, porywasz się na bliskich.

[Odchodzi].

Przewodnik CHÓRU

Władco, w młodej głowie rozpacz jest niebezpieczna.

KREON

Niech idzie, ale tych dziewcząt od śmierci nie uratuje.

Przewodnik Chóru

Myślisz więc obie śmiercią ukarać?

KREON

Wywiozę ją na odległe pustkowie

i żywą zamknę w skalistym lochu.

Niech błaga o zbawienie Hadesa.

[Odchodzi.]

● MUZYKA głośno w tle: 

[Chór cofa się do tyłu].

● MUZYKA  ciszej

[Straż prowadzi Antygonę]

ANTYGONA

Patrzcie na mnie,

obywatele ojczystej ziemi.

To ostania moja droga

i nigdy już nie ujrzę świata słońca.

● MUZYKA  głośniej; po chwili ciszej

CHÓR

Starzec 1

Osiagnęłaś szczyt odwagi

i tam, na wysokim tronie

Sprawiedliwości, potknęłaś się.

● MUZYKA  głośniej; po chwili ciszej

ANTYGONA

Was wzywam na świadków :

nie opłakana przez przyjaciół,

nieszczęsna, idę do nieznanego,

mrocznego grobowca.

Przewodnik CHÓRU

O, dziecko moje, cierpisz

za jakiś grzech swego ojca.

ANTYGONA

Dotknąłeś myśli, które bolą,

ojca powtarzaną klęskę

i straszny nasz los-

Labdakidów.

● MUZYKA  głośniej; po chwili ciszej

ANTYGONA

Nie opłakana, bez przyjaciół,

bez pieśni weselnej, nieszczęsna,

kroczę już ostatnią swoją drogą.

PRZEWODNIK CHÓRU

Czcić zmarłych to szlachetna rzecz,

nie wolno jednak sprzeciwiać się

woli władcy panującego na ziemi.

Ciebie zgubiła samowola.

[strażnicy wyprowadzają Antygonę]

● MUZYKA  głośniej; po chwili ciszej

Przewodnik CHÓRU

Straszna jest siła przeznaczenia.

STARZEC 1

Żadne skarby, wojna, warowne wieże,

czarne okręty miotane falami

nie mogą jej uniknąć.

● MUZYKA  głośniej

[Wchodzi na  scenę Tyrezjasz].

● MUZYKA  cichnie

TYREZJASZ  [do Starców]

Panowie Teb, przyszliśmy wspólną drogą,

dwaj patrzący oczami jednego. Bo dla ślepców

ta droga istnieje tylko z przewodnikiem.

KREON

Cóż więc nowego się dzieje, stary Tyrezjaszu?

TYREZJASZ

Ja wyjaśnię, a ty posłuchaj wróżbity.

KREON

Co się dzieje? Trwogą przejmują mnie twe słowa.

TYREZJASZ

Mylić się jest rzeczą ludzką. A człowiek,

który popełnił błąd, nie jest jeszcze

pozbawiony czci i rozwagi,

jeśli w grzech popadłszy,

naprawi błąd i nie trwa w uporze.

Upór i samowaola rozum nam odbiera.

Ustąp więc martwemu i nie dręcz trupa.

Co to za odwaga zabitego jeszcze raz zabijać?

Życzliwie Ci radzę. To dobra rzecz uczyć się

od  prostomówców, gdy korzyści wróżą.

KREON

Starcze, wy wszyscy mierzycie we mnie.

Lecz tego nie pogrzebiecie.

TYREZJASZ

I ty się dowiedz, że niewiele już przetrwasz,

Kreonie, obrotów słońca. A płód

z własnych wnętrzności oddasz jako trupa w zamian

za trzy trupy, ponieważ kogoś z żywych

wtrąciłeś do świata podziemnego,

duszę haniebnie zamknąłeś w grobowcu.

A tu na ziemi trzymasz ciało zmarłego,

należące do bogów, bez należnej czci i pogrzebu.

[Odchodzi].

Przewodnik CHÓRU 

Królu, od kiedy posiwiały moje czarne włosy,

nigdy on miastu, fałszywych wróżb nie przepowiedział.

KREON

Ja też wiem o tym i trwoga mnie ogarnia. Mów więc, co czynić? Będę posłuszny.

Przewodnik CHÓRU

Uwolnij dziewczynę z ciemnego lochu,

a grób wykopdla martwego ciała, które leży porzucone.

KREON

Pójdę prosto stąd, a skoro zmieniłem zdanie,

com sam zaplątał, teraz sam rozwiążę.

[Wychodzi w towarzystwie służby]

STRAŻNIK

[Wchodzi Strażnik i pada na kolana na scenie].

Przewodnik CHÓRU

Jaką złą wieść o królach znowu przynosisz?

STRAŻNIK

Są martwi. A ich śmierci winni, ci co żyją.

Przewodnik CHÓRU

Kto jest mordercą? Kto zabity? Mów!

STRAŻNIK

Zbroczony krwią Hajmon nie żyje! Sam się zabił w gniewie za ojca zbrodnię.

Przewodnik CHÓRU

O wieszczu! Jakże prawdziwe były twoje słowa!

Lecz  widzę  właśnie biedną Eurydykę, żonę Kreona.

[Wchodzi  EURYDYKA]

EURYDYKA

Jaka to wieść? Wysłucham….

STRAŻNIK

Ja zaprowadziłem twego męża

na pagórek, gdzie leżały zwłoki Polinika.

W głębi groty ujrzeliśmy dziewczynę powieszoną za szyję

oraz jego obejmującego ją wpół. On nieszczęsny z rozpaczy

wbił sobie ostrze głęboko między żebra.

[Zrozpaczona Eurydyka wybiega]

STRAŻNIK

[Wybiega za nią].

● MUZYKA głośno w tle

[Starcy gaszą świece. Na scenie zapada ciemność;StarcyZ PRZEWODNIKIEM podchodzą do widowni ;  po chwili światło pada na scenę; Kreon rozpacza nad ciałami Hajmona i Antygony.)

● MUZYKA ciszej w tle

KREON[Nachylony nad ciałami]

Biada mi! Zrozumiałem nieszczęsny.

Jakiś bóg zwalił na moją głowę

ciężar ponad siły, zaprowadził  na  dzikie rozdroża,

zburzył moje życie, zdeptał.

● MUZYKA głośniej; po chwili ciszej

STRAŻNIK

Panie, widać przyszedłeś na świat

z ciężarem nieszczęść.

Twoja żona nie żyje.

● MUZYKA głośniej

[Kreon upada].

● MUZYKA ciszej

KREON

Co za nieszczęście,

po śmierci syna śmierć żony

do śmierci mnie zaprowadzi.

Biada! Trwoga mną wstrząsnęła.

Czemu nikt w moje serce sztyletu

nie wbił? O, ja nieszczęsny!

Zapadłem w otchłań niedoli!

Zabierzcie mnie stąd, nędznego człowieka!

● MUZYKA głośniej po chwili ciszej

 Przewodnik CHÓRU

O nic nie proś. Dla śmiertelników

nie ma ucieczki od swego przeznaczenia.

STARZEC 1

Pierwszym warunkiem szczęścia

jest rozsądek. Nie należy więc

znieważać bogów.

STARZEC 2

Grzeszni dumą za pychę

zapłacą wielkimi cierpieniami.

Dopiero na starość

nauczą się rozumu.

[Kutyna spada].

Bibliografia:

Sofokles, Antygona, przekł. Nikosa Chadzinikolau, red. Grażyna Kusztelska, Oficyna Wydawnicza, Poznań, ISBN 8-87368-59-8.

„Scenariusz „Inny świat””

Warsztaty teatru szkolnego dla młodzieży

„INNY ŚWIAT” GUSTAWA HERLINGA-GRUDZIŃSKIEGO

Osoby:

KOSTYLEW

NARRATOR KOSTYLEWA

GŁOS ŚLEDCZEGO

PAMFIŁOW

NARRATOR PAMFIŁOWA

GŁOS SASZY

CHÓR – cytaty z „Antygony”

MUZYKA : JACEK KACZMARSKI  „Ballada o bieli”, „Prośba”, „Ballada o Katyniu” lub „Pochwała człowieka”

Na początku prezentacja multimedialna przy użyciu projektora, na temat obozów sowieckich. Zdjęcia z podpisami, w tle muzyka. Około 3-4 minuty.

MUZYKA;

Jacek Kaczmarski „Ballada o bieli”

 CHÓR ... Że zaś zupełnie bez nadziei żyć nie można, znalazł rozwiązanie w dobrowolnym, prawie sztucznym męczeństwie.

KOSTYLEW

Jestem Michaił Aleksiejewicz Kostylew. W wieku 24 lat z polecenia partii opuściłem politechnikę w Moskwie i wstąpiłem do Akademii Morskiej we Władywostoku. Tam na kursach wieczorowych w ciągu czterech lat nauczyłem się języka francuskiego na tyle, aby móc swobodnie czytać. Byłem chory na tęsknotę za czymś nieokreślonym. Wszystko, co czytałem, działo się jak gdyby w klimacie podzwrotnikowym, gdy ja żyłem od urodzenia w lodowatej pustce… Jeżeli kiedykolwiek poczułem tylko na krótko, czym jest wolność,  to właśnie wtedy, kiedy czytałem książki francuskie od starego Bergera. Byłem jak okręt uwięziony wśród lodów i nie dziwcie się, [zwrot do publiczności] że próbowałem się z nich wyłamać na ciepłe wody. W roku 1937 właściciel prywatnej wypożyczalni książek, Berger – został aresztowany, a w parę tygodni później pociągnął za sobą mnie.

Muzyka – Jacek Kaczmarski „Prośba”

Skatowany do utraty przytomności, bity na nowo po otrzeźwieniu wiadrem zimnej wody, z oczami ledwo widzącymi  przez szpary w plastrze zakrzepłej krwi i ustami obrzękłymi od poszarpanych dziąseł i chwiejących się zębów,  nie przyznawałem się do winy z uporem, który rósł w miarę, jak potęgowały się zadawane mi cierpienia. Jakże skomplikowanym i nieobliczalnym mechanizmem jest organizm ludzki! Pamiętam tylko jedno: że cedziłem z zaciekłą determinacją przez zaciśnięte kurczowo zęby słowa: „jestem niewinny, nie byłem nigdy szpiegiem”. Krzyknąwszy po raz ostatni „nie”, poczułem, jak od konwulsyjnego skurczu szczęk ustąpiły nagle przednie zęby, i dusząc się wyplułem je wraz z falą ciepłej krwi  i wymiotów, która przedrła się przez zatkany przełyk i bluznęła na scianę, jak nafta z przewierconego szybu. Poczułem pewną ulgę i pogrążyłem się w ciemności. To mnie uratowało. Gdy ocknąłem się już po paru dniach w szpitalu więziennym, byłem już umyty i zabandażowany.

PAMFIŁOW

W roku 1934 kolektywizacja pozbawiła mnie dużego gospodarstwa nad Donem i wymiotła na tak zwane wolne przesiedlenie na Syberię. Tam umarła mi żona,  jedynego syna zabrano w wieku 18 lat do wojska, a ja zostałem aresztowany. Pracowałem ciężko, aby przed śmiercią zobaczyć jeszcze syna. Saszę kochałem miłością zupełnie zwierzęcą. Po pracy kładłem się na pryczy i wpatrywałem godzinami w jego fotografię. Wierzyłem, że uczciwą pracą zasłużę  na spotkanie z nim.

NARRATOR PAMFIŁOWA

W baraku lesorubów, miałem znajomego Kozaka – Pamfiłowa, który zwykł czytać mi w święta listy od syna. Odczytywał mi je po kilkanaście razy, niektóre znałem prawie na pamięć. Były krótkie i powściągliwe

GŁOS SASZY

Cieszę się Ojcze, że jesteś zdrów i pracujesz. Ja powoli pnę się po stopniach kariery wojskowej. Jestem szczęśliwy, że mogę żyć w tak wspaniałym kraju jak Związek Sowiecki. Mam nadzieję, że dosięgnie Cię sprawiedliwy wyrok naszej socjalistycznej ojczyzny. Sasza.

NARRATOR PAMFIŁOWA

Stary Pamfiłow czytał wolno pierwszy i drugi ustęp, przebiegał z nutą irytacji przez trzeci i długo delektował się ostatnim, rozgryzając uważnie każde słowo.

PAMFIŁOW

Widzicie, to z musu, a to z serca. Dobre sobie:”Sprawiedliwości wyroków sowieckich! Bogu, Bogu mnie poleca Saszeńka, synok jedyny”. Nie zmienią chłopcu duszy, choćby tam diabeł był przy robocie. Ja go wychowałem, Kozak doński Pamfiłow, gospodarz na własnej ziemi.

NARRATOR PAMFIŁOWA

Młodego Saszę znało z listów i opowiadań, co najmniej kilkudziesięciu więźniów. Ale nie wszyscy byli tak pewni jak ojciec, że „chłopcu nie zmienią duszy”.

KOSTYLEW

Opowiedziałem o sobie wszystko, przyznałem się do swojej grzesznej miłości do Zachodu i zażądałem przeniesienia całej sprawy z więzienia przed plenum organizacji partyjnej w Szkole Morskiej. I wtedy wszystko zaczęło się od nowa. Budzono mnie w nocy, odprowadzano po paru  godzinach do celi, budzono znowu o świcie, wywoływano na badania podczas posiłków dziennych i godzin przeznaczonych na załatwienie potrzeb fizjologicznych. [Światło w oczy]

GŁOS ŚLEDCZEGO [zadający natarczywe pytania]

Kto należał do tajnej organizacji w Szkole Morskiej? Kogo wtajemniczyłeś w swoje poglądy? Gdzie i kiedy odbywały się zebrania? Jaki był cel praktyczny organizacji.  Jakie miała kontakty z zewnątrz? Kto był przywódcą?  [ 2 RAZY]

KOSTYLEW

Odmówiono mi mycia i spacerów na dziedzińcu więziennym. Chodziłem błędny, oszołomiony, z zaczerwienionymi od niedospania oczami, z rozpaloną od nie zagojonych jeszcze ran głową, w której krew szumiała jak resztki wrzątku w blaszanej bani. Niekiedy wydawało mi się, że moja głowa jest ogromnych rozmiarów poduszką, wypchaną pakułami i najeżoną tysiącami szpilek. Zatraciłem poczucie czasu, zrywałem się z pryczy na dźwięk swojego nazwiska zaczadzony i półprzytomny, wodząc dokoła zaognionymi oczami. Któregoś wieczoru usłyszałem wreszcie od sędziego śledczego:

GŁOS ŚLEDCZEGO

No, Kostylew, skończymy dzisiaj śledztwo. Podpiszesz tylko akt oskarżenia i koniec. Wszystko sprowadza się do jednego: chciałeś z pomocą obcych mocarstw obalić obecny ustrój Związku Sowieckiego.

KOSTYLEW

Na te słowa skurczyłem się i zapadłem jak od nagłego ciosu. Krew uderzyła mi do głowy i jeszcze chwila, a krzyknąłbym głośno: „kłamstwo”! Zdołałem jednak tylko wymamrotać w osłupieniu: „Obalić z pomocą obcych mocarstw ustrój Związku Sowieckiego”? …  A wtedy sędzia śledczy rzucił na stół zeznanie podpisane przez trzech uczniów Szkoły Morskiej. Poprosiłem o akt oskarżenia i położyłem na nim swoje nazwisko.

PAMFIŁOW

W marcu 1941 roku, otrzymałem wreszcie długo oczekiwany list od syna. Widniała na nim źle przez cenzurę zatarta data  – luty 1940, list szedł więc blisko rok.

GŁOS SASZY

Ojcze! Donoszę, że nie będę do Ciebie pisywał przez dłuższy  czas, bo nie pozwolą mi na to pilne zajęcia. Jestem  szczerze oddany potężnemu Związkowi Sowieckiemu i naszej socjalistycznej ojczyźnie, których dobro jest dla mnie najważniejsze. Usprawiedliwiam, a nawet pochwalam Twoje aresztowanie Ojcze, bowiem było  ono przejawem historycznej konieczności. Sasza

NARRATOR PAMFIŁOWA

Pamfiłow przymknął oczy i opuścił na kolana ręce, trzymając jeszcze kurczowo kartkę papieru. Nikt nie powiedział ani słowa. Cóż tu bowiem było do powiedzenia? Pamfiłow, który rozumiał tylko, co to jest ziemia i miłość ojcowska, nie zrozumiałby  nigdy tak trudnego pojęcia jak „konieczność historyczna”.

PAMFIŁOW

Poczułem jak spod przymkniętych powiek potoczyło się parę łez. Straciłem syna, umarł mi syn!

NARRATOR KOSTYLEWA

W styczniu 1939 roku Kostylewa odesłano z wyrokiem dziesięcioletnim do obozu kargopolskiego i po paru dniach pobytu w Jercewie skierowano go do Mostownicy. Pracując  obliczał więźniom normy wyższe od rzeczywistej wydajności. To  go zgubiło i trafił do pracy w  brygadzie  leśnej. Prca fizyczna złmała go i poniżyła do tego stopnia, że nie było rzeczy, której by nie zrobił dla zdobycia dodatkowego kawałka chleba. Znienawidził współwięźniów i uważał ich odtąd za  swoich naturalnych wrogów. Byłby  może stoczył się jeszcze niżej, na samą krawędź największej zbrodni, jakiej moze dokonać człowiek wart tego imienia – zbrodni donosu – gdyby przypadek nie podsunął mu jednej z książek, którą czytał niegdyś na wolności we Władywostoku. Kostylew odczytał ją na nowo, płacząc jak dziecko, które odnalazło w  ciemności rękę matki. W marcu 1941 roku, Kostylew przeszedł etapem do Jercewa z prwą ręką na temblaku i zliczony został formalnie do naszej brygady tragarzy. Wkrótce odkryłem tajemnicę jego zabandażowanej ręki.

NARRATOR PAMFIŁOWA

Pamfiłow przestał pracować i z miejsca został odesłany do izolatora. Przebył w nim trzy doby o kromce chleba i wodzie; to go ugięło, bo zaczął znowu wychodzić do lasu, ale nie pracował już tak jak dawniej. Którejś nocy siedział do późna przy piecu, aż wreszcie podniósłszy się z ławki zdjął z szyi woreczek, w którym były listy i rzucił go w ogień.

NARRATOR  KOSTYLEWA

Jeszcze wczoraj powiedziano nam, że do brygady przyszedł nowy więzień, który pójdzie z nami normalnie do pracy, skoro tylko po zagojeniu ręki skończy mu się zwolnienie. Pamiętam, że byłem zachwycony rzadkim połączeniem wrażliwości i z gruba ciosanej, niemal brutalnej chropowatości tego człowieka. Lewą ręką przewracał z instynktownym nabożeństwem kartki książki, a prawą – -nieruchomą- przytrzymywał ją, aby nie spadła. Gdy czytał, w kącikach jego ust  błąkał się uśmiech czarująco naiwny, prawie dziecinny. W pewnej chwili, upewniwszy się, że w naszym kącie nikt się nie rusza, odłożył książkę i zdrową ręką zaczął odwijać bandaż. Trwało to parę minut, w czasie których raz czy dwa dorzucił do ognia trochę drzewa.  Przed ostatecznym oderwaniem zeskorupiałego okładu od rany spojrzał znowu  w naszym kierunku i odrzuciwszy głowę w tył, szarpnął gwałtownie. Zdawało mi się, że patrzy prosto na mnie, ale patrzył nie widząc: jego oczy przymknęły się bowiem nagle i utonęły teraz prawie zupełnie za podkurczonymi ku brwiom policzkami, a górne zęby przygryzły z bólu dolną wargę. Nie odwracając  ciągle głowy, przybliżył się do pieca i po omacku wsunął odbandażowaną rękę w ogień. Przez jego ściągniętą twarz przebiegł skurcz bólu, oczy zdawały się wyświdrowywać w głąb czaszki, zęby puściły dolną wargę i zacięły się ze zgrzytem, a na czoło wystąpiły wielkie krople potu. W ciągu tych kilkudziesięciu sekund zdążyłem zauważyć nie tylko jego przykłutą drgawkami bólu twarz, ale i rękę – spuchniętą kłodę, obciągniętą złuszczoną od poparzeń skórą i ociekającą krwią i ropą, która skwiercząc jak oliwa spadała małymi kroplami na rozżarzone do czerwoności okrąglaki. Wyciągnął ją wreszcie z ognia, opadł ciężko na ławkę obok pieca i skłoniwszy głowę między kolana, zaczął lewym  rękawem ocierać pot z twarzy. Uwolniony od tej strasznej próby, zdawał się teraz rozluźniać i rozprężać.

NARRATOR PAMFIŁOWA

W kwietniu przeszedł przez Jercewo jedyny transport oficerów i żołnierzy sowieckich, którzy dostali wyroki dziesięcioletnie za poddanie się Finom. Był wśród nich Sasza Pamfiłow. Przyjechawszy do obozu rano, dowiedział się, w którym  baraku mieszka stary Pamfiłow, i położył się na jego pryczy.  Musiał już wiedzieć o wrażeniu, jakie zrobił na ojcu ostatni jego list, bo kiedy stary Kozak wrócił z lasu, Sasza zeskoczył z pryczy i zaczął się bojaźliwie cofać  w kierunku ściany. Pamfiłow zbladł, zachwiał się, wypuścił z rąk pusty kociołek  i szedł za nim z nieprzytomnym błyskiem w oczach.  Pamfiłow, krzyknęli z prycz więźniowie – przypomnij  mu, co to ojcowska ręka! Ale Pamfiłow przysiadł na  ławce i wyszeptał: „Synok, dorogoj moj synok”. Przeleżeli obok siebie na pryczy całą noc, rozmawiając cicho, a następnego dnia Sasza poszedł etapem do Niandomy.  Potem widywałem znowu codziennie starego Pamfiłowa, pracowitego i cierpliwego, jak gdyby wdzięczny był obozowi  za to, że pojednał go z synem.

CHÓR

Bo mylić się jest rzeczą ludzką, a człowiek, który popełnił błąd, nie jest jeszcze pozbawiony czci i rozwagi, jeśli w grzech popadłszy, naprawi błąd i nie trwa w uporze. Upór i samowola rozum nam odbiera. Co to za odwaga zabitego jeszcze raz zabijać? To dobra rzecz uczyć się od prostomówców.

NARRATOR  KOSTYLEWA

Posiadłszy  bolesną tajemnicę Kostylewa, posiadłem również wkrótce potem jego przyjaźń. Dowiedziałem się, że czeka na widzenie z matką. Doradzałem, żeby do czasu widzenia z nią, zarzucił swój proceder opalania ręki i poszedł choć parę razy na bazę. On jednak z dziecinnym uporem odpowiadał, że nigdy już nie będzie dla nich pracował. 10 kwietnia dowiedział się, że jest na liście transportowej do obozu w Kołymie, który był czymś w rodzaju odpowiednika niemieckiej „selekcji do gazu”. Kostylew przyjął ten cios mężnie, ale z pewnym osłupieniem. Pamiętam, jak wyszeptał cicho, że nie zobaczy matki. Nie wiem, co mnie skłoniło, ale jeszcze tego wieczoru poszedłem do naczelnika obozu, zaofiarować się na etap zamiast Kostylewa. Naczelnik nie zgodził się. Nazajutrz wieczorem dowiedziałem się, że Kostylew oblał się w łaźni wiadrem wrzątku i jest w szpitalu. Umierał w straszliwych męczarniach, nie odzyskawszy do końca przytomności. Choć umarł inaczej niż żył, gdy go znałem i na swój sposób kochałem, do dziś – niby symboliczny obraz człowieka, który przegrał po kolei wszystko, w co wierzył – widzę go z przekrzywioną od bólu twarzą i ręką zanurzoną w ogniu jak ostrze hartowanego miecza.  Starej Kostylewej nie zawiodomiono na czas o śmierci syna, bo przyjechała na spotkanie. Za oblodzoną szybą zobaczyłem jej drżące ręce, zgarniające do małego zawiniątka pamiątki po Miszy, i pomarszczoną, surową twarz, wstrząsaną suchym łkaniem. O, gdybyż to widział ten, który swym samotnym i rozpaczliwym szaleństwem, swą dziecinną i ślepą tęsknotą za wolnością wysączył z jej oczu od dawna wszystkie łzy.

CHÓR

Człowiek na wszystko znajdzie radę, nawet na to, co przyszłe wieki mu zgotują. Tylko przed śmiercią nie może uciec.

MUZYKA

Jacek Kaczmarski – „Ballada o Katyniu” lub” Pochwała człowieka”

„Scenariusz „Ożenek””

Warsztaty teatru szkolnego dla młodzieży

„OŻENEK” MIKOŁAJA GOGOLA

Osoby dramatu:

AGAFIA TICHONOWNA córka kupca, panna na wydaniu

ARINA PANTELEJMOWNA  ciotka

FIOKŁA IWANOWNA  swatka

PODKOLESIN  urzędnik, radca dworu

KOCZKARIOW  jego przyjaciel

JAJECZNICA egzekutor

ANUCZKIN eksoficer piechoty

ŻEWAKIN lejtant marynarki

STIEPAN służący Podkolesina

DUNIASZKA posługaczka

CHÓR   : cytuje słowa z Antygony Sofoklesa








CHÓR – cytaty z Antygony

Wiele jest mocy,

lecz nie ma większej nad człowieka.

Ów przemyślny człowiek

Swoim sprytem

zwycięża dzikie zwierzęta.

Człowiek człowiekowi

przekazał mowę

i myśl lotną  jak wiatr,

życie ujął

w prawidła.

Mając przedziwny

dar pomysłowości,

wpada raz w zły,

raz w dobry czyn.

Rzecz dzieje się w pokoju kawalerskim. Podkolesin leży na kanapie, pali fajkę.

PODKOLESIN

I kiedy człowiek tak w samotności zacznie rozmyślać, to dochodzi do przekonania, że w końcu rzeczywiście trzeba się ożenić. Bo i co? Dzień za dniem przechodzi, aż się wreszcie wszystko przykrzy, wstręt człowieka bierze. Teraz znowu przegapiłem termin. A przecież wszystko gotowe, swatka już trzy miesiące chodzi. Aż wstyd doprawdy…Stiepan!

PODKOLESIN  STIEPAN

PODKOLESIN

Swatka nie zaglądała?

STIEPAN

Tak jest, nie.

PODKOLESIN

A u krawca byłeś?

STIEPAN

Byłem.

PODKOLESIN

Szyje frak?

STIEPAN

Szyje.

PODKOLESIN

A szuwaks kupiłeś?

STIEPAN

Kupiłem.

PODKOLESIN

Próbowałeś nim buty czyścić?

STIEPAN

Próbowałem.

PODKOLESIN

I co? Błyszczą?

STIEPAN

Błyszczeć to one dobrze błyszczą.

PODKOLESIN

Powiedziałeś szewcowi, żeby odcisków nie było?

STIEPAN

Powiedziałem.

PODKOLESIN

Ciężka, psiakrew, sprawa – ożenek. I to, i tamto, i owo. Żeby i to było w porządku, i tamto. Nie takie to, u diabła, łatwe,  jak powiadają. Stiepan!

Stiepan wchodzi

Chciałem ci jeszcze powiedzieć…

STIEPAN

Stara przyszła.

PODKOLESIN

A, jest. Dawaj ją tu!

Podkolesin, Fiokła

PODKOLESIN

Witam, Fiokła Iwanowna, witam! No co? Jak tam? Weź krzesło, siadaj i mów! No? Jakże tam? Jak to jej: Melania?…

FIOKŁA IWANOWNA

Agafia Tichanowna

PODKOLESIN

Tak, tak: Agafia Tichanowna. Pewno jaka czterdziestoletnia dziewoja.

FIOKŁA IWANOWNA

Już co to, to nie. Prawdę powiem: jak się pan z nią ożeni, co dzień będzie pan chwalić i dziękować.

PODKOLESIN

A posag, posag?

FIOKŁA IWANOWNA

Posag: dom murowany na Moskiewskiej Stronie, piętrowy, dochodowy dom: już taki dochodowy, że sama przyjemność.

PODKOLESIN

Ale panna… Panna jaka?

FIOKŁA IWANOWNA

Jak ta rafineria. Biała, rumiana, jak krew z mlekiem. Słodycz taka, że wyrazić nie sposób.

PODKOLESIN

A oprócz tej nie ma tam jakich innych?

FIOKŁA IWANOWNA

Zmiłuj się, dobrodzieju, na co ci inna, kiedy ta jest najlepsza.

PODKOLESIN

Namyślę się jeszcze, mamciu, rozważę. Przyjdź pojutrze.

FIOKŁA IWANOWNA

No, nie chcesz – nie trzeba.  Siwizna  już spod czupryny wygląda, ani się obejrzysz, jak do małżeńskiej rzeczy  przestaniesz się nadawać.

PODKOLESIN

Przestań, babo, ględzić! Gdzie widzisz siwe włosy?

Dotyka ręką włosów.

Stiepan, podaj lustro! Albo nie, poczekaj, sam pójdę. A niech mnie Bóg broni! Toć to gorsze niż ospa!

Wychodzi

Fiokła, Koczkariow

KOCZKARIOW

wbiega

Podkolesin! Gdzie Podkolesin?

Spostrzega Fiokłę

Toś ty tu?  Ach, ty taka owaka! Powiedz, po jakiego diabła mnie ożeniłaś? A tutaj co robisz? Czy i Podkolesin chce?…

FIOKŁA IWANOWNA

Jeszcze by miał nie chcieć! Bóg mu szczęście zsyła.

KOCZKARIOW

Nie? Doprawdy? A to łotr, nic mi o tym nie powiedział. Dobry gagatek, he?

Podkolesin wchodzi, trzymając lustro. Przegląda się w nim uważnie.

KOCZKARIOW

podkrada się z tyłu, straszy go

Puf!!

PODKOLESIN

krzyknął, upuścił lustro

Oszalałeś? Co za głupstwa! Tak mnie przestraszyłeś, że mi dusza w pięty uciekła.

KOCZKARIOW

Słuchaj no, ja mam więcej powodów do gniewu. Przed swoim przyjacielem takie rzeczy ukrywasz. Masz podobno zamiar ożenić się?

PODKOLESIN

Brednie. Nic podobnego!

FIOKŁA IWANOWNA

z wstrętem do Koczkariowa

Jacy to ludzie bezbożni! Tylko by, farmazon  jeden, ludziom chleb odbierał! Nos wścibia do takiego czego. Żebym była wiedziała, tobym nic nie mówiła.

wychodzi zagniewana

KOCZKARIOW

No, przyjacielu! Tej sprawy odkładać nie wolno. Jedziemy!

PODKOLESIN

Ależ nie… przecież ja jeszcze nic nie tego…Same projekty…

KOCZKARIOW

Kiedy będziesz miał żonę, wszystko sie zmieni! Pomyśl: siedzisz na kanapce nagle usiadzie obok śliczna, uważasz kobietka i zacznie cię, uważasz, rączką…

PODKOLESIN

Racja, do wszystkich diabłów…Gdy się tak zastanowić, jakie bywają rączki…po prostu jak mleko.

KOCZKARIOW

Ba!…one, bracie, nie tylko rączki mają. Mają one… ale co tu gadać? Takie bracie, rzeczy mają, że diabli wiedzą, czego nie znajdziesz!

PODKOLESIN

Przyznam ci się, że bardzo lubię, kiedy koło mnie siedzi jakaś ślicznotka….

KOCZKARIOW

Widzisz, sam do smaku doszedłeś. Pomyśl, że się tu koło ciebie będą kręcić rozmaite maleństwa, i nie dwoje  lub troje, a może cała szóstka – i wszystkie, jak dwie krople wody, wykapany tatuś.

PODKOLESIN

Ale to przecie takie urwisy! Wszystko poniszczą, rozrzucą papiery.

KOCZKARIOW

Niech sobie łobuzują. Grunt, że wszystkie będą do ciebie podobne.

PODKOLESIN

A rzeczywiście, to może być zabawne: mały smarkul, szczeniak, i już do ciebie podobny.

KOCZKARIOW

Prawda, że zabawne? No to jedziemy.

PODKOLESIN

Dobrze, można jechać.

wychodzą

Agafia Tichonowna, Arina Pantelejmonowna i Fiokła

Pokój w mieszkaniu Agafii Tichonowny. Agafia Tichonowna rozkłada karty. Przy niej siedzi ciotka Arina Pantelejmonowna..

FIOKŁA IWANOWNA

wchodzi

AGAFIA TICHONOWNA

Ach, to ty, Fiokła! Opowiadaj? Jest?

FIOKŁA IWANOWNA

Jest, jest. Daj tylko tchu złapać, takem się naganiała! Za to jakich kawalerów nazbierałam! Stoi świat i stać będzie, a takich jeszcze nie było. Niektórzy jeszcze dzisiaj przybędą. Przyleciałam uprzedzić.

ARINA PANTELEJMONOWNA

Spodziewam się, żeś co najlepszych przywabiła.

AGAFIA TICHONOWNA

A ilu, ilu?

FIOKŁA IWANOWNA

Ze sześciu będzie.

AGAFIA TICHONOWNA

A co za jedni? Szlachta?

FIOKŁA IWANOWNA

Sama najlepsza! Sympatyczni, akuratni, przystojni. Pierwszy Baltazarowicz Żewakin, ach jaki miły! Ma życzenie aby panna swoje ciało na sobie miała a chuderlawych zupełnie nie lubi. Drugi, Iwan Pawłowicz. Postawny, gruby! Jak krzyknie: „Ty mi – powiada – głupstwami głowy nie zawracaj, że panna taka czy owaka.  Ty mi od razu na stół całą prawdę wygarniaj: ile ruchomego majątku, ile nieruchomego?”

AGAFIA TICHONOWNA

A jeszcze kto?

FIOKŁA IWANOWNA

A jeszcze Nikanor Iwanowicz Anuczkin. Ten to już taki deblikatny, a usteczka. Bożeż ty mój jedyny, malina, sama malina! To subtelnego zachowania człowiek, niemiecka sztuka. I sam taki cieniusieńki, nóżki wąziutkie, cacko!

AGAFIA TICHONOWNA

Nie, nie chcę ja tych subtelności…jakoś w nich nie bardzo gustuję.

FIOKŁA IWANOWNA

No,  jeźli coś macywniejszego  wolisz, to weź Iwana Pawłowicza.  Lepszego nie znajdziesz. Pan całą gębą, co tu gadać. W te drzwi nie wejdzie, taki solidny.

AGAFIA TICHONOWNA

A ile ma lat?

FIOKŁA IWANOWNA

Młody jeszcze. Pięćdziesiątki nie doszedł.

AGAFIA TICHONOWNA

A jak się nazywa?

FIOKŁA IWANOWNA

Jajecznica. Iwan Pawłowicz Jajecznica.

AGAFIA TICHONOWNA

Ach, mój Boże, co za nazwisko! Wyjdę za niego za mąż i będę się nazywać Agafia Tichonowna Jajecznica? Niech pan Bóg broni!

FIOKŁA IWANOWNA

Nie podoba ci się – weź Żewakina.

AGAFIA TICHONOWNA

A jakie ma włosy?

FIOKŁA IWANOWNA

Dobre włosy.

AGAFIA TICHONOWNA

A nos?

FIOKŁA IWANOWNA

E… i nos dobry. Wszystko na swoim miejscu.

AGAFIA TICHONOWNA

A jeszcze kto?

FIOKŁA IWANOWNA

Akinf Stiepanowicz Pantelejew, urzędnik, jąka się troszkę, za to bardzo skromny.

ARINA PANTELEJMONOWNA

Ty mi lepiej powiedz, czy niepijący?

FIOKŁA IWANOWNA

Owszem –  popija; słowem nie powiem – popija.

AGAFIA TICHONOWNA

Nie, nie chcę męża pijaka! A jeszcze kto?

FIOKŁA IWANOWNA

Jest tam jeszcze jeden, tyle że… nieruchawy, trudno go z domu wyciągnąć.

AGAFIA TICHONOWNA

I to wszystko? Przecież mówiłaś o sześciu, a dotychczas wymieniłaś pięciu.

FIOKŁA IWANOWNA

Jeszcze ci, śliczności moje, mało?

dzwonek

ARINA PANTELEJMONOWNA

Dzwoni ktoś…

FIOKŁA IWANOWNA

Ach, to oni!

ARINA PANTELEJMONOWNA

Ratujcie, wszyscy święci! Pokój niesprzątnięty.

chwyta wszystko, co jest na stole, i zaczyna uwijać się w pokoju

Serweta, serweta  na stole całkiem czarna! Duniasza, Duniasza!

Duniasza wchodzi

Prędzej, czystą serwetę!

ściąga obrus i biega po scenie

AGAFIA TICHONOWNA

Ciociu, cioteczko, a co ze mną będzie? Jestem prawie w samej koszuli.

ARINA PANTELEJMONOWNA

Leć, skarbie, ubieraj się!

Biega, Duniasza przynosi obrus; dzwonek

Leć, powiedz: „Zaraz”.

służąca krzyczy: „Zara!”

AGAFIA TICHONOWNA

Ciociu, sukienka niewyprasowana!

ARINA PANTELEJMONOWNA

Boże miłosierny! Boże sprawiedliwy! Zmiłuj się! Włóż inną!

FIOKŁA IWANOWNA

wbiega do pokoju

No, gdzież te paniusie? Prędzej ptaszyno!

dzwonek

Rany boskie! A on ciągle za drzwiami.

ARINA PANTELEJMONOWNA

Duniasza, wprowadź! Poproś, żeby poczekał!

Duniasza pędzi, otwiera drzwi, słychać głosy: „W domu?” „W domu! Proszę!” Kobiety patrzą ciekawie przez dziurkę od klucza.

AGAFIA TICHONOWNA

Ach, jaki tłuścioch!

FIOKŁA IWANOWNA

Idzie! Idzie!

uciekają w popłochu

Jajecznica, Duniasza

DUNIASZA

Pan będzie łaskaw chwileczkę poczekać.

JAJECZNICA

wchodzi i ciekawie rozgląda się

No, tymczasem przejrzyjmy jeszcze raz inwentarz. Jest. „Dwie oficyny: jedna na odmurowanym fundamencie, druga drewniana. Dwa tuziny srebrnych łyżek”. Naturalnie, w tym domu muszą być srebrne łyżki. „Dwa lisie futra…”Hm…”Cztery wielkie puchowe pierzyny i dwie mniejsze…”

znaczący ruch ustami

„Bielizna , obrusy…”To już wszystko jedno. Zresztą nie zawadzi sprawdzić. Bo teraz to i dom obiecują, i powozy, a kiedy się ożenisz – nic, tylko bety i pierzyny znajdziesz.

Duniasza, Jajecznica, Anuczkin

DUNIASZA

do Anuczkina

Pan będzie łaskaw chwileczkę poczekać. Zara wyjdą.

JAJECZNICA

Moje uszanowanie

ANUCZKIN

Czy nie z tatusiem uroczej pani domu mam zaszcyt rozmawiać?

JAJECZNICA

Absolutnie nie z tatusiem. W ogóle nie posiadam dotychczas potomstwa.

ANUCZKIN

O, to przepraszam.

JAJECZNICA

na stronie

Podejrzana fizjonomia. Zdaje mi się, że przyszedł w tym samym celu, co ja.

Jajecznica, Anuczkin, Żewakin wprowadzony przez Duniaszę i Fiokła

ŻEWAKIN

do Duniaszy

Proszę cię, kochanie, oczyść mnie…Tyle kurzu na ulicy i wszystko znać. O, tam widzisz, zdejm puszek.

odwraca się

Tak.  Dziękuję kochanie. Zobacz no jeszcze, czy tam pajączek nie łazi. A na fałdach z tyłu nic nie ma? Dziękuję, aniele. O zdaje mi się, że jeszcze tutaj coś.

Gładzi rękaw fraka

Dziękuję ci, duszko…mmm….śliczności moje…

zalotnie kiwa na nią ręką, podchodzi do lustra, leciutko rozrzuca włosy

podchodzi Żewakin

ŻEWAKIN

Żewakin, lejtant na emeryturze. Pozwoli pan, że i ja ze swej strony zapytam, z kim mam szczęście prowadzić rozmowę?

JAJECZNICA

Na stanowisku egzekutora Iwan Pawłowicz Jajecznica.

ŻEWAKIN

nie dosłyszał

Tak jest, ja też przedtem zakąsiłem. Droga polem daleka, a na dworze chłodnawo. Śledzik z chlebem jadłem.

JAJECZNICA

Nie, mam wrażenie, że pan mnie źle zrozumiał: Jajecznica – to moje nazwisko.

ŻEWAKIN

kłania się

Ach, przepraszam – nie dosłyszę nieco na ucho. Myślałem, że pan był łaskaw powiedzieć, że zjadł pan Jajecznicę.

dzwonek, Fiokła biegnie przez pokój

JAJECZNICA

Jak się masz babciu?

ŻEWAKIN

Dzień dobry, serce moje!

ANUCZKIN

Witam, Fiokła Iwanowna!

FIOKŁA IWANOWNA

Dziękuję wam, łaskawcy, dziękuję, dobrze się miewam.

Wybiega, głosy:” W domu?”  – „W domu”

potem kilka niewyraźnych słów, na które Fiokła odpowiada gniewnie:

Patrzcie go,  jaki!

Ciż sami, Koczkariow, Podkolesin i Fiokła

KOCZKARIOW

do Podkolesina

Pamiętaj, tylko odwaga, nic więcej!

rozgląda się i kłania z pewnym zdziwieniem, półgłosem

A niechże ich! Co za kupa ludzi! Co to znaczy? Wszystko narzeczeni?

trąca Fiokłę i szepce

Z jakich stron tyle wron, co?

FIOKŁA IWANOWNA

półgłosem

Żadne ci wrony, sami porządni panowie?

KOCZKARIOW

Same chwaty, a na portkach łaty.

FIOKŁA IWANOWNA

Pilnuj swego, nic ci do tego; sam dobryś: nos do góry, a w kieszeni dziury.

KOCZKARIOW

głośno

A gdzież jest Agafia Tichonowna? Czy to drzwi do jej sypialni?

podchodzi do drzwi

FIOKŁA IWANOWNA

A precz, bezwstydniku, mówię ci, że się jeszcze ubiera.

KOCZKARIOW

No to co? Przecież tylko popatrzę i nic więcej!

spogląda przez dziurkę

ŻEWAKIN

Pozwoli pan, że i ja zaspokoję ciekawość?

JAJECZNICA

Niech i mnie będzie wolno choć jeden razik.

KOCZKARIOW

podglądając

Kiedy nic nie widać, panowie. I nawet nie wiadomo, co się tam bieli: kobieta czy poduszka?

Wszyscy mimo to tłoczą się przy drzwiach i próbują zajrzeć.

Css! Ktoś idzie.

wszyscy odskakują

Arina i Agafia

ARINA PANTELEJMONOWNA

A z jakiego powodu raczyli nas panowie zaszczycić swoją wizytą? Nazwisko pana?

JAJECZNICA

Asesor kolegialny, Iwan Pawłowicz Jajecznica.

ARINA PANTELEJMONOWNA

Proszę, niech pan siądzie.

do Żewakina

A pan łaskawy? Nazwisko proszę?

ŻEWAKIN

Dymisjonowany lejtant marynarki, Baltazar Baltazarowicz Żewakin drugi.

ARINA PANTELEJMONOWNA

A, proszę uprzejmie, niech pan spocznie.

do Anuczkina

A, pan , jeśli wolno zapytać, z jakiego powodu?

ANUCZKIN

Jako sąsiad.

ARINA PANTELEJMONOWNA

Bardzo proszę, niech pan siada.

do Koczkariowa

A czy mogę wiedzieć…Godność pana?

KOCZKARIOW

Ilja Fomicz Koczkariow, jesteśmy nawet spowinowaceni.

bierze Podkolesina pod rękę

Mój przyjaciel Iwan Kuźmicz Podkolesin, radca dworu, urzęduje w charakterze ekspedytora.

ARINA PANTELEJMONOWNA

Jak nazwisko, proszę?

KOCZKARIOW

Podkolesin Iwan Kuźmicz.

ARINA PANTELEJMONOWNA

Proszę spocząć.

Wszyscy usiedli, milczenie

JAJECZNICA

Dziwna dziś pogoda. Najgorzej w taką pogodę samemu w domu siedzieć. Żonaty  – to co innego. Nie nudzi się. Ale w samotności to faktycznie…

ŻEWAKIN

O, śmierć, zupełna śmierć.

ANUCZKIN

Tak, rzeczywiście…

KOCZKARIOW

Po prostu męka. Nie daj Boże doświadzcyć takiego stanu!

JAJECZNICA

Czy wolno wiedzieć jaki pani ma gust?

Agafia milczy

FIOKŁA IWANOWNA

Powiedz coś, odpowiedz, ptaszyno!

JAJECZNICA

Więc jakże?

KOCZKARIOW

Jakie jest pani zdanie?

FIOKŁA IWANOWNA

No, powiedz!

AGAFIA TICHONOWNA

szeptem

Kiedy się wstydzę, doprawdy! Pójdę już, doprawdy, pójdę. Muszę iść! Cioteczka za mnie posiedzi.

FIOKŁA IWANOWNA

Ach, nie wystawiaj się na taki wstyd! Bóg wie, co sobie pomyślą!

AGAFIA TICHONOWNA

jw.

Ach, nie! Nie mogę! Pójdę, pójdę, pójdę!

Wybiega, Fiokła i Arina za nią.

Pokój w mieszkaniu Agafii Tichonowny

AGAFIA TICHONOWNA

Doprawdy, jak to trudno wybrać. Gdyby był jeden, nawet dwóch, to co innnego. A tu aż cztrech… Wolny wybór. Myśl człowieku, co robić?  Już mnie głowa rozbolała. Chyba najlepiej będzie ciągnąć losy.  Niech wola boża rozstrzygnie! Kogo wyciągnę, ten będzie mężem. Napiszę wszystkie nazwiska na papierkach, skręcę w ruloniki i niech będzie, co ma być.

Podchodzi do stolika, wyjmuje stamtąd nożyczki i papier, kraje papier nożyczkami, skręca, w tym czasie na scenę wychodzi chór

CHÓR – cytaty z Antygony

Miłości, niezwyciężona w walce!

Miłości, na kogo trafisz,

zniewalasz. Nocny Marku

na delikatnych policzkach

dziewczęcych, wędrujesz po morzu,

po chatach i dziedzińcach.

Nikt uciec od ciebie nie może,

ani nieśmiertelny,

ani człowiek doczesny.

Szalony, kto ma cię w sobie.

Ty bałamucisz nawet umysły

ludzi prawych, zapędzasz ich

w złe czyny na własną zgubę.

AGAFIA TICHONOWNA

Taka to jest dola panny, zwłaszcza kochliwej. Mężczyźni po prostu nie biorą tego pod uwagę i nie chcą zrozumieć. Już losy gotowe. Teraz tylko zamieszać je w woreczku i niech się dzieje wola boża.

Kładzie bilety do woreczka i miesza

Jak mi serce bije! Spraw, Panie Boże, abym wyciągnęłą Nikanora Iwanowicza. Nie, nie! Czemu akurat jego? Lepiej Iwana Kuźmicza. Dlaczego Iwana Kuźmicza? Inni wcale nie gorsi. Nie, nie, nie chcę! Jaki wyjdzie, ten niechaj będzie!

Wyjmuje z woreczka jednocześnie wszystkie bilety

Ach, wszystkie cztery się wyjęły! A serce młotem wali! Nie! Muszę wyjąć jednego, tylko jednego. Muszę!

Kładzie kartki do woreczka i znów je miesza. Wchodzi Koczkariow i niepostrzeżenie staje za nią.

Ach, gdybyż wypadł Baltazar! Chciałam powiedzieć, Nikanor Iwanowicz!  Nie, nie, nie chcę! Los musi rozstrzygnąć!

KOCZKARIOW

Niech pani weźmie Iwana Kuźmicza. Najlepszy będzie.

AGAFIA TICHONOWNA

Pan podsłuchiwał. Spalę się ze wstydu.

KOCZKARIOW

Nie trzeba się mnie wstydzić. Proszę odsłonić twarzyczkę.

AGAFIA TICHONOWNA

odsłaniając twarz do połowy

Kiedy się wstydzę…

KOCZKARIOW

No niechże,  pani weźmie Iwana Kuźmicza.

AGAFIA TICHONOWNA

Dlaczego?

KOCZKARIOW

Iwan Kuźmicz to człowiek…no, po prostu taki człowiek, jakiego pani ze świecą nie znajdzie…

Bezwarunkowo Iwana Kuźmicza!

AGAFIA TICHONOWNA

A innym dać kosza? Ale jak to zrobić wstyd!

KOCZKARIOW

No, jeżeli pani chce od razu zerwać, to niech pani powie im bez namysłu: „Wont, durnie!”

Podkolesin i Koczkariow

Wchodzą, oglądają się za siebie

KOCZKARIOW

Nie zauważył nas. Widziałeś, z jakim długim nosem wyszedł?

PODKOLESIN

Czy doprawdy dostał kosza jak i tamci?

KOCZKARIOW

Raz na zawsze. Słuchaj, teraz trzeba działać… Masz natychmist oświadczyć się i poprosić o rękę.

Jeżeli cię nie ożenię, zostaniesz bęcwałem na całe życie….

wchodz Agafia

AGAFIA TICHONOWNA

Serce mi tak tłucze, że powiedzieć nie sposób. Gdziekolwiek zwrócę oczy, wszędzie go widzę, wszędzie Iwan Kuźmicz. Ach nareszcie nastąpi ta zmiana w moim życiu. Wezmą mnie, zaprowadzą do cerkwi…potem zostawią sam na sam z mężczyzną… Uch, ciarki po całym ciele. Żegnaj mi dawne życie panieńskie.

Koczkariow wpycha na scenę Podkolesina

O pani! Czy zgadzasz się dać szczęście temu oto śmiertelnikowi?

AGAFIA TICHONOWNA

Nie śmiem przypuszczać, że mogłabym kogoś uszczęśliwić… ale zresztą zgadzam się.

KOCZKARIOW

Złączymy teraz ręce!

PODKOLESIN

Zaraz…

Chce coś powiedzieć Koczkariowowi na ucho, ten pokazuje mu pięść i robi srogą minę. Podkolesin daje rękę.

KOCZKARIOW

łącząc ręce

Niech was Bóg błogosławi. Zgadzam się i pochwalam ten związek. No,  Iwan Kuźmicz, pocałuj narzeczoną. Teraz już możesz, a nawet musisz.

Agafia spuszcza oczy

PODKOLESIN

Tak jest. Pani pozwoli.

Całuje ją, bierze za rękę

Jaka śliczna rączka! Dlaczego to pani ma tak śliczną rączkę?! Czy wolno mi wyrazić życzenie, aby ślub odbył się natychmiast? Bezwzględnie natychmiast!

KOCZKARIOW

Brawo! Szlachetny człowiek. Niech pani zaraz zacznie się ubierać. Sukienkę ślubną już pani ma, prawda?

AGAFIA TICHONOWNA

Mam, mam! Dawno już gotowa. Za chwilę będę ubrana.

odchodzi

KOCZKARIOW

Bardzo jestem rad, drogi przyjacielu. Teraz pójdę zobaczyć, jak nakryto do stołu. Za chwilę wracam.

odchodzi

PODKOLESIN

Niech tam kto co chce mówi – strach człowieka chwyta. Związać się bądź, co bądź, na całe życie, na zawsze… Potem nie ma już ani wymówki, ani skruchy, nic, nic, wszystko skończone. Nawet teraz nie wolno się już cofnąć – za chwilę do ołtarza. Czyżby, doprawdy nie można było wyjść? Nie, nie, nie da rady… Za drzwiami i wszędzie stoją ludzie. Nie, nie , nie mozna. Ale okno przecież otwarte. Może by tak przez okno?  Także nie można: nie wypada i za wysoko.

Spogląda przez okno

No, nie jest znów tak bardzo wysoko. Tylko niziutki fundament. A gdyby tak spróbować? Spróbuję, co?

Staje na oknie, mówi

Błogosław, Panie Boże!

Skacze, za sceną słychać stękanie i westchnienia, potem słowa

O wysoko jednak! Dorożka!

GŁOS DOROŻKARZA

Dokąd?

GŁOS PODKOLESINA

Na Kanawkę, koło Siemionowskiego mostu! Jazda! Tylko prędzej!

Słychać turkot dorożki

Agafia, Arina, Koczkariow, Fiokła

AGAFIA TICHONOWNA

wchodzi nieśmiało w sukni ślubnej, rozgląda się lękliwie

Nie ma go! Nie ma nikogo. Dokąd on poszedł? Ciociu, ciociu…

ARINA PANTELEJMONOWNA

we wspaniałej sukni

Co się stało?

AGAFIA TICHONOWNA

Czy Iwan Kuźmicz jest u cioci?

ARINA PANTELEJMONOWNA

Nie. Powinien być tutaj. Do mnie wcale nie wchodził.

KOCZKARIOW

wchodzi

Co się dzieje?

AGAFIA TICHONOWNA

Iwan Kuźmicz znikł.

FIOKŁA IWANOWNA

Głowę tracę, gdzie się podział. Z korytarza ani na chwilę nie wychodziłam…

ARINA PANTELEJMONOWNA

Trzeba Duniaszki zapytać. Stała przez cały czas na ulicy, może wie. Duniaszka! Duniaszka!

Wbiega Duniaszka

ARINA PANTELEJMONOWNA

Nie widziałaś Iwana Kuźmicza?

DUNIASZKA

Widziałam. Przez okno skoczywszy!

WSZYSCY

Przez okno?

DUNIASZKA

Tak.  A potem do dorożki wsiadł i jazda.

ARINA PANTELEJMONOWNA

podchodzi groźnie do Koczkariowa

Cóż to, kpiny pan sobie stroi? Naigrawać się pan z nas będzie? Szósty krzyżyk dźwigam, a takiej hańby nie przeżyłam. Dziewczynę przed całym światem, tak na wstyd wystawić.

Wychodzi wzburzona , zabierając ze sobą Agafię. Koczkariow stoi w osłupieniu.

KOCZKARIOW

To niemożliwe! Polecę i sprowadzę go!

FIOKŁA IWANOWNA

Idź! Spróbuj! Swatowskiej branży nie znasz, czy co. Gdyby jeszcze przez drzwi uciekł – inna sprawa, ale jeżeli narzeczony przez okno czmycha, to już moje uszanowanie!

CHÓR – cytaty z Antygony

Nadzieja złudna – jednym

przynosi korzyści, innych oszukuje

nierealnymi pragnieniami.

Pierwszym warunkiem szczęścia

jest rozsądek. Grzeszni dumą za pychę

zapłacą wielkimi cierpieniami.

Dopiero na starość

nauczą się rozumu.

Kurtyna spada

Bibliografia:

Mikołaj Gogol, Ożenek, przekł. Julian Tuwim, Kocham Teatr, Elipsa Sp. z o.o, Warszawa 2007,

ISBN 978-83-60446-74-4.

„Harmonogram spotkań „Warsztatów Teatralnych””

Harmonogram Warsztatów Teatralnych dla młodzieży

„Teatr wyobraźni” Konduktorownia 2012 r.


Data

Grupa pani IwonyKrysian
VIII Liceum  Ogólnokształcą-ce  Samorządowe

Grupa pani Joanny Walczak
Zespół Szkół
 im. Jana Kochanowskiego

Grupa pani Agnieszki Matyjaszczyk
IX LO im C.K. Norwida

Poniedziałek     1 października

 16.15

 

 

Środa                3 października

 

 

16.00

Czwartek           4 października

 

 

14.00

Piątek                5 października

 

16.00

 

Poniedziałek     8 października

16.15

 

 

Środa               10 października

 

 

16.00

Czwartek         11 października

 

 

14.00

Piątek              12 października

 

16.00

 

Poniedziałek    15 października

16.15

 

 

Środa               17 października

 

 

16.00

Czwartek         18 października

 

 

14.00

Piątek              19 października

 

16.00

 

Poniedziałek    22 października

16.15

 

 

Środa                24 październik

 

 

16.00

Czwartek           25 październik

 

 

14.00

Piątek               26 październik

 

16.00

 

Poniedziałek    29 październik

16.15

 

 

Środa                31 październik

 

16.00

16.00

Poniedziałek           5 listopada

16.15

 

 

Środa                      7  listopada

 

 

16.00

Czwartek                 8 listopada

 

 

14.00

Piątek                     9  listopada

 

16.00

 

Poniedziałek         12 listopada

16.15

 

 

Środa                     14 listopada

 

 

16.00

Czwartek               15 listopada

 

 

14.00

Piątek                    16 listopada

 

16.00

 

Poniedziałek         19 listopada

16.15

 

 

Środa                     21 listopada

 

 

16.00

Czwartek               22 listopada

 

 

14.00

Piątek                    23 listopada

 

16.00

 

Poniedziałek         26 listopada

16.15

 

 

Środa                     28 listopada

 

16.00

16.00

Czwartek               29 listopada

 

 

14.00

Piątek                    30 listopada

Próba generalna

Próba generalna

Próba generalna

Sobota 1 grudnia

przedstawienie

przedstawienie

przedstawienie

„Zaproszenie”

UWAGA !!!  UWAGA !!!  UWAGA !!!

NIE PRZEGAP OKAZJI!!!

JUŻ WKRÓTCE!!!

W Konduktorowni

darmowe warsztaty teatru szkolnego dla młodzieży

„TEATR WYOBRAŹNI”

start 24 września.

W projekcie biorą udział tylko trzy częstochowskie licea

to

elita artystyczna miasta,

której przedstawiciele bęzaangażowani

w projekt międzypokoleniowy

 i multikulturowy.

W ramach warsztatu:

nauka gry aktorskiej,

tworzenie scenografii,

ćwiczenia z aktorem Teatru A. Mickiewicza – panem Adamem Hutyrą,

poznanie ciekawych ludzi.

6 grudnia premiera tworzonego spektaklu.

 Tylko 10 wolnych miejsc dla Was!!!

Zgłoś się na  casting!!!

Zgłoszenia do 14 września przyjmuje

 mgr Iwona Krysian – sala nr 6.

„ZAPROSZENIE ”

Zaproszenie na spektakle w ramach projektu realizowanego w naszej szkole. Szczegóły w załączniku

ZAPROSZENIE

„Młodzieżowy Teatr w Konduktorowni ”

Koniecznie zapoznajcie się z artykułem dostępnym w załączniku.

Artykuł

Facebook Instagram YouTube
Przejdź do treści